Kotlety z kapusty
Krokiety ze szpinakiem
Buraki smażone
Bigosik z dyni po greckuArtykuły
Stereotypy są po to, żeby nauczyć się oddzielać ziarna prawdy od plew uprzedzeń. Dotykają one absolutnie wszystkich dziedzin życia, nie oszczędzając takich, w których rzetelność i kompetencje powinny iść w pierwszym szeregu. Skoro jednak można śmiało stwierdzić, że stanowi to problem, priorytetem będzie rozwiać wątpliwości i pokazać istotę sprawy taką, jaka być powinna! „Musisz jeść mięsko, żeby być duży i silny”– jestem gotowa założyć się o cały mój dobytek, że prawie każde dziecko mojego pokolenia słyszało podobne frazy od mam, tatusiów, babć, cioć i innych, z całą pewnością życzliwych, kochających, niemniej jednak całkowicie nieświadomych osób. Podobne przekonania pojawiają się, gdy młody człowiek połyka, jakże wspaniałego bakcyla sportu. Powszechne opinie głoszą, że najlepszą i optymalną dietą pasjonatów aktywności fizycznej, przede wszystkim profesjonalistów, jest dieta wysokoproteinowa, a najlepszym białkiem jest proteina zwierzęca. Takie opinie głosi większość specjalistów zajmujących się medycyną i doradztwem sportowym, takie opinie powtarzają następnie trenerzy. Koło obiegu informacji się zamyka, nie pozostawiając miejsca dla alternatywy…Prawie…
Karolina Ito to drobna i pełna energii dziewczyna, od ponad 13 lat jest wegetarianką. Jak sama mówi, świadomość tego, co je daje jej poczucie siły i przekłada się na wyniki w ukochanym sporcie. Zawodowo pracuje jako instruktorka fitness w jednym z czołowych warszawskich klubów - na jej zajęciach nie ma ani chwili na ziewnięcie z nudów – kocha ruch i jemu poświęciła swoje życie. Od kilku lat fenomenalnie radzi sobie z krav magą i tajskim boksem – „Cyborg” – tak nazywają Kito (skrót od imienia i nazwiska) przyjaciele. Jej sukcesem jest połączenie pasji, pracy i alternatywnego podejścia do swojej diety.
M: Powiedz, w jakim wieku przeszłaś na wegetarianizm, jakie okoliczności ukształtowały tę decyzję?
K: To był luty, 1996 rok, miałam nieskończone 16 lat Czysty kaprys! Mój starszy brat przestał jeść mięso jakieś 2 tygodnie wcześniej i stwierdziłam, ze ja też mogę, prawda? No i się zaczęło... Z mamą była na początku wojna, jest lekarzem pediatrą, a wiadomo - wśród lekarzy dominuje opinia, że wegetariańska dieta dla dzieci, młodzieży nie jest wskazana. Ale jak sama się później przyznała, na studiach medycznych nie uczą zbyt wiele o "zdrowym odżywianiu". Uważała, że zrobię sobie krzywdę, dostanę anemii, powypadają mi zęby i że jest to jakiś głupi wybryk nastolatki. Trudno się dziwić, to było dla niej zupełnie nowe doświadczenie.
M: Jak wyglądał cały proces przejścia na dietę bezmięsną? Kto pomagał przyrządzać pierwsze wegetariańskie posiłki?
K: Najpierw odstawiłam czerwone mięso, potem w zasadzie całą resztę – drób, wędliny. Przez 4 miesiące jadłam jeszcze ryby – tyle wynegocjowała moja mama. Jednak już po tych kilku miesiącach zauważyłam, jak zmienia się moje podejście do tego, co jem. Patrzyłam na talerz, na którym leżał kiedyś uwielbiany przeze mnie kurczak i myślałam sobie – przecież to zwierze żyło, oddychało, a teraz leży na moim talerzu i mam je zjeść? Mama oczywiście pilnowała, żebym kupowała produkty sojowe, była bardzo wyczulona na punkcie żelaza i białka. Wówczas oferta wege produktów była dużo uboższa niż teraz. Od dziecka zajadałam się tofu (z racji pół japońskich korzeni), ale po przejściu na wegetarianizm zaczęłam go bardziej "doceniać”. No i wspieraliśmy się wspólnie z bratem. Eksperymentowaliśmy. Powiem szczerze! Przechodząc na wegetarianizm, nie miałam żadnego pojęcia, „o co w tym chodzi" – po prostu – spontaniczna decyzja. Ale już po kilku miesiącach byłam nieźle oczytana, mądrzejsza, świadoma i z całą pewnością bardziej wrażliwa na to, co i jak się gotuje w mojej kuchni.
M: Czyli oprócz wspomnianego kaprysu, pojawiły się jeszcze inne aspekty, doszły do głosu pobudki moralne? Zaczęłaś analizować długą drogę od żywego stworzenia, do kotleta?
K: Zdecydowanie tak! Dotarło do mnie, jak wygląda życie takiego kurczaka, cały proces hodowli. Obraz rzeźni, męczarni i zabijania skutecznie odebrał mi ostatnią chęć na mięso. Kiedy dotarło do mnie, co się dzieje z tym biednym stworzeniem od początku do końca. Najpierw pojawiła się wściekłość, następnie bunt, a na koniec poczucie bezradności. Dużo osób mówi – to, że Ty nie jesz mięsa niczego nie zmieni, nie pomoże. Ale od czego niby zacząć jeśli nie od siebie? Po tylu latach bycia wege nie wyobrażam sobie, że biorę dobrowolnie do ust coś, co kiedyś żyło, kwiczało, dziobało, oddychało – czuło!
M: Pamiętasz pierwsze osobiste odczucia?
K: Pamiętam. Wtedy miałam w sobie tyle żalu o to wszystko, że chciałam wszystkich nawrócić na wegetarianizm! Mogłam skupić na tym większość swojej energii. To chyba taki typowy odruch w początkowym etapie, zwłaszcza, gdy ma się 16 lat. Później zrozumiałam, że nie tędy droga. Natomiast moje samopoczucie poprawiało się z dnia na dzień. Czułam się wspaniale, że nie truję swojego ciała, a przede wszystkim – że nie biorę udziału w masowej rzezi, bezsensownej zupełnie! To musiało nakręcać pozytywnie!
M: Nawet w trudnym wieku, w momencie dojrzewania, byłaś żywym przykładem na to, że dobra suplementacja pozwala zachować zdrowie i lepsze samopoczucie. Często nieświadomi wyobrażają sobie wegetarian, jako anemicznych, wychudłych i bladych entuzjastów „niskowartościowej” diety. Ty jesteś żywym zaprzeczeniem!
K: Dokładnie! W swoim wege życiu tylko raz dorobiłam się anemii, odchudzając się jak większość nastolatek, jedząc muesli na śniadanie, obiad i kolację. Poza tym jednym, niezbyt mądrym incydentem, nie miałam problemów ze zdrowiem wynikającym ze sposobu odżywiania. To była wyłącznie kwestia monotonii.
M: Spotykałaś się z zaskoczeniem, że taki wulkan energii jak ty absolutnie nie potrzebuje mięsa, aby żyć zdrowo, a ponadto zawodowo uprawiać sport? Całe Twoje dojrzałe życie, także to zawodowe, poświęciłaś dla sportu, mimo, że z wykształcenia jesteś humanistką. Aktywność fizyczna to bez wątpienia twój żywioł. Wbrew obiegowym opiniom nie narzekasz na brak wigoru! Czy moment przejścia na "jasną stronę mocy" poprzedził twoją życiową przygodę z aktywnością fizyczną, czy było odwrotnie?
K: Najpierw było wege, później ostrzejsze trenowanie. Zawsze ciągnęło mnie do sportu, najpierw było zainteresowanie tańcem i fitnessem, następnie pojawiło się taekwondo i capoerira…Wreszcie przyszedł czas na coś mocniejszego, prawdziwe wyzwanie dla „małej wegetarianki” – mam na myśli krav magę i muai thai.
M: Spotykałaś się z ogólnym zdziwieniem w środowisku sportowym?
K: (Śmiech) Oczywiście wszyscy byli zaskoczeni. Ciągle słyszałam niedowierzanie: „To ty nie jesz mięsa? Ale jak to? Jak się czujesz?”. A ja czułam się wspaniale. Nie byłam ani osłabiona, ani spowolniona – "apatyczna", jak to się mówi. Zawsze byłam postrzegana jako wulkan energii i wszyscy śmiali się, że to pewnie dzięki mojej sałacie. No cóż. Coś w tym musi być.
M: Jestem w stanie w to uwierzyć. Ja sama spotykam się ze stereotypowym postrzeganiem diety wegetariańskiej, odbieraną licznie jako ograniczoną do kiełków i sałaty.
K: Pamiętam, że na taekwondo mieliśmy jeszcze jednego wege i na naszą dwójkę patrzyli jak na dziwaków. Tymczasem mieliśmy naprawdę dobre wyniki na zawodach... Stąd wniosek, że jednak można.
M: Można, jak najbardziej. Przykłady mówią same za siebie.
K: Dokładnie! Kontynuując wątek, ludzie najpierw pytają: „To ty nie jesz mięsa, ale ryby jesz? Też nie? To co ty jesz?” Strasznie mnie to złości, bo przecież ryba też żyje, to takie samo mięso. To takie typowe podejście do wegetarianizmu. Istna droga przez mękę. Kolejne powątpiewania: „ale przecież ty jesteś sportowcem, pracujesz jako instruktor fitness… Nie możesz eksperymentować na sobie”. Gdy mówię ile lat jestem wege to są naprawdę mocno zdumieni – patrzą na mnie i widzą, że wyglądam zdrowo, widzą, że mam mięśnie „wyhodowane” na wege diecie, że mam dużo energii, że zęby mi nie wypadają, a włosy nie wychodzą garściami. Dopiero wtedy widzę, że zaczynają myśleć – „no proszę, to jednak można…”. Oczywiście na początku myślałam sobie – ludzie wy nic nie wiecie na temat zdrowego odżywiania. Były długie dyskusje, często bardzo ostre na temat wege diety, przewodu pokarmowego człowieka etc. Wiem z doświadczenia, że drugiego człowieka nie można na siłę przekonać do wegetarianizmu. Do tego trzeba dojrzeć, żeby to zrozumieć. Odsyłam ich do mądrych książek, a potem zapraszam do dyskusji, bo wielokrotnie zdarza się, że kieruje nimi nie tylko niewiedza, ale i zasłyszane i nie przeanalizowane opinie. Często nie ma nawet po co dyskutować o moralnych pobudkach bycia wege, bo pojawiają się głupie uśmieszki, teksty typu "szkoda ci kurczaków? A pieczone kurczaczki są takie dobre". Ponieważ pracuję jako instruktor fitnessu, nie mogę sobie pozwolić na jedzenie byle czego i byle kiedy. Czuję się wzorem dla moich podopiecznych, biorę odpowiedzialność za swoją postawę. Bardzo uważam na to, co jem. Staram się dostarczać mojemu organizmowi odpowiednie ilości białka każdego dnia. W okresie jesienno - zimowym i w czasie, kiedy mam wyjątkowo ciężkie treningi (bo kiedy tylko mogę trenuję sztuki walki – krav magę i tajski boks), pamiętam o suplementacji witamin. Dbam o siebie, bo pracuję ciałem, a stare porzekadło głosi przecież, że „w zdrowym ciele zdrowy duch”. Ludzie często podchodzą do siebie jak do worka, w który można wrzucić wszystko, bez żadnych konsekwencji. No cóż tak nie jest – to, co jemy, ma olbrzymi wpływ na nasze samopoczucie, na nasze zdrowie, energie, siły, wygląd. Wege dieta wymaga szalonej konsekwencji – nie można tak po prostu po odstawić mięsa bez "mądrego" nowego zbilansowania swojej diety. Sama znam kilku wegetarian, którzy w ten sposób, rzucając się na tę głęboką wodę, nabawili się anemii, byli zmęczeni, bez sił, a winą obarczali właśnie brak mięsa sam w sobie. Nie jest to sprawiedliwa ocena. Po pierwsze rezygnacja z mięsa wiąże się z tym, że nie chcemy szkodzić sobie i chcemy się lepiej odżywiać, a nie jeść, co popadnie, byle bezmięsnie. Po drugie – o czym również wspomniałam – nie można się zmuszać do wegetarianizmu, bo to prowadzi do frustracji i po pewnym czasie taki pseudo wege dosłownie rzuca się na mięso. Smutny koniec. Jestem żywym dowodem na to, że wege może być czynnym sportowcem – od długiego czasu ponad 20h tygodniowo wysiłku – praca + treningi! A jeszcze zostaje mnóstwo energii na życie prywatne, prowadzenie domu, dbanie o moją połówkę (notabene też sportowca, od ponad trzech lat niejedzącego mięsa… póki co jeszcze je ryby, ale kto wie…), na spotkania z przyjaciółmi. Wedle niektórych teorii, nie powinnam posiadać masy mięśniowe, czego najczęściej obawiają się sportowcy, zwłaszcza mężczyźni (jako, że nie dostarczam mięsa – budulca), powinnam wyglądać jak ciężko chora. Powinny mi wypadać zęby i garściami wychodzić włosy. Tak naprawdę jest mnóstwo sportowców wyczynowych, którzy są wegetarianami, ale ich traktuje się jak "wybryki natury", bo łatwiej jest kogoś wsadzić do szufladki "przypadek" niż przetrawić fakt, że mięso nie jest nam potrzebne do życia. Również do sportowego życia. Wszystko zależy od podejścia, dieta też musi być komponowana w głową, tak jak każdy inny aspekt naszego życia – gdy odczuwamy chłód, zakładamy kurtkę, szalik i czapkę, żeby się nie przeziębić, jeśli czujemy pragnienie, pijemy, gdy chcemy być zdrowi – po prostu odżywiamy się zdrowo. To logiczne.
M: Sama komponujesz posiłki wg wyobraźni i doświadczenia? Lubisz gotować? Czy często sięgasz do swoich półkorzeni, czerpiąc barwne kulinarnie inspiracje?
K: Uwielbiaaam. Kolekcjonuję książki o wege kuchni i aktywnie z nich korzystam, ale najczęściej zdaję się na wyobraźnię i smak. Ważne jest dla mnie także to, jak podane, przystrojone są moje kulinarne wyczyny. Jem oczami, uwielbiam kolorowy talerz. Wychowałam się na pół polskiej, pół japońskiej kuchni i do tej pory moje posiłki są naprawdę niezłym mixem polsko – japońskim. (śmiech) Uwielbiam tez kuchnię włoską.
M: Czyli jest skąd czerpać pomysły na dopieszczanie podniebienia
i żołądka!
K: Zdecydowanie tak!
M: A kiedy nie masz czasu lub po prostu masz chęć zjeść poza domem, gdzie najchętniej bywasz:?
K: Najczęściej są to lokale, gdzie nie postrzega się bezmięsnej kuchni z oburzającą mnie ignorancją. Znowu wracam do ryb – „proponuję sałatkę tuńczykiem”. Taka postawa wzbudza we mnie złość. Przyznam, że moim typem jest Green Way, dalej włoskie knajpki lub „Fusion”.
M: Skoro mowa o Green Way’u, jakie jest twoje ulubione danie?
K: Jestem ogromną fanką szpinaku pod każdą postacią – naleśnik ze szpinakiem przyprawia mnie o błogość podniebienia, uwielbiam tort warzywny. Wszystko w towarzystwie pysznych i świeżych suróweczek. Pyszności! Będąc w centrum, często wpadam do Green Way’a. Tam urządzamy sobie spotkania z wege jedzonkiem w towarzystwie przyjaciół. Polecam.
M: Reasumując – czy możesz z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że przy mądrym skomponowaniu diety, każdy miłośnik sportu może porzucić uprzedzenia i stereotyp sportowca - mięsożercy? Chciałabyś, żeby więcej osób poszło Twoim śladem?
K: Wegetarianizm absolutnie nie wyklucza bycia sportowcem! Wręcz przeciwnie – i jedno i drugie to synonimy zdrowego stylu życia. Wege oznacza zdrowie, energię, szczęście i z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że przy odrobinie chęci i wiedzy o odżywianiu – mięso nie jest sportowcom potrzebne. Dodam, że jeśli do tego wszystkiego dodamy etykę, zauważymy, całokształt nie tylko zdrowotny, kulinarny, ale nade wszystko ideologiczny – to naprawdę ma sens!
M: Z taką charyzmatyczną osobowością i pokładami pozytywnej energii, popartymi sukcesami zawodowymi na pewno można uwierzyć, że już wkrótce inni pójdą w Twoje ślady. Dziękuję za rozmowę.
Bezsprzeczne fakty i podobne przykłady, których jak sądzę jest wbrew pozorom niemało, niezmiernie cieszą, dając nadzieję na zmianę nie tylko wizerunku sportowca nowej generacji, ale przede wszystkim typowego postrzegania wegetarian. To ludzie o wielkiej sile (jak widać dosłownie i w przenośni), wspaniałym charakterze, życiowym rumieńcu, a nade wszystko pasji, na której to budują swoje życiowe prawidła!
Rozmawiała Małgorzata Wiśniewska



Podziel się informacją







